Mój światopogląd

Mój światopogląd

Einstein napisał książkę „Mój światopogląd”, która zawierała zbiór jego listów, artykułów i publicznych wystąpień. Jeden z tekstów nosił ten sam tytuł co książka. Ja również chciałabym napisać swój „Mój światopogląd”.

Celem tego artykułu jest po pierwsze uporządkowanie moich obecnych myśli, a po drugie – utrwalenie tego, co jest dla mnie niezwykle ważne. Ma to służyć autoanalizie, samodyscyplinie, a także przypominaniu sobie w trudnych chwilach, jaka siła napędza mnie do działania, jaka jest moja droga. Chcę, bym nigdy nie straciła kierunku ani nie zatraciła odwagi i ciekawości.

Co więcej, choć jestem stosunkowo młoda, czuję, że moja mentalna i emocjonalna podróż była niezwykle długa. Przeszłam góry i morza, widziałam najpiękniejsze krajobrazy świata, odkrywałam nieznane obszary, doświadczyłam radości z eksploracji i odkryć. Poczułam samotność płynącą z głębi kosmosu, przeszłam przez ból, który biczuje duszę, poznałam zmienność ludzkich uczuć i ciepło prawdziwego, szczerego uścisku. Od dawna mam wrażenie, że w moim młodym ciele zamieszkuje wiele dusz, a jedna z nich, niezwykle wpływowa, to mądry starzec, który widział już wiele. Często postrzegam siebie jako pustelnika żyjącego w mieście, osobę podążającą duchową ścieżką.

Jeśli któryś z czytelników przypadkiem odnajdzie w tych słowach rezonans, zachętę lub inspirację, będzie to dla mnie wspaniałe.

Polityka

Nigdy nie utożsamiałam się z żadnym konkretnym krajem czy narodem. Postrzegam siebie jako obywatelkę świata, a nawet – kosmitkę. Należę do natury, nieba, oceanu i wszechświata.

Odkąd pamiętam, towarzyszy mi samotność, lecz nigdy nie czułam się osamotniona. Jestem zdystansowana wobec tłumów i kolektywów, nigdy nie myślałam o wtopieniu się w grupę, ani nie interesowały mnie żadne wielkie narracje. Lubię i potrafię bawić się sama ze sobą, czerpiąc radość z odkrywania i znajdowania przyjemności we wszystkim, co mnie otacza. Potrafię dostrzegać i uczyć się zalet innych ludzi – zarówno tych bliskich, jak i odległych, niczym latarnie morskie, czy też od tych, którzy lśnią w kartach historii. Zawsze wiele czerpię od różnych osób.

Od dziecka doskonale zdawałam sobie sprawę ze swojego szczęścia. Pewnego popołudnia w gimnazjum spisałam w zeszycie dziesiątki rzeczy, za które byłam wdzięczna. Moim największym szczęściem było urodzenie się w czasach pokoju i stosunkowo spokojnym regionie. Jednak jako kobieta pochodząca z odległej górskiej wioski, nie miałam zbyt wiele. Lata przedszkolne spędziłam z dziadkami, żyjąc od wschodu do zachodu słońca. I choć nie posiadałam wiele, a wręcz niewiele w porównaniu z wieloma moimi rówieśnikami, od zawsze byłam wdzięczna za wszystko, co miałam, i czułam się z tym usatysfakcjonowana.

W księdze „Dialogi konfucjańskie” wyczytałam: „Z bambusowym koszykiem ryżu i tykwą wody, w ciasnej uliczce, gdzie inni nie znieśliby nędzy, Hui nie zmieniał swej radości”. Uważam, że jestem właśnie taka.

Opowiadam się za swobodnym rozwojem człowieka i sprzeciwiam się władzy, która ogranicza jego legalne wolności. Popieram wolność słowa, a sprzeciwiam się totalitaryzmowi i dyktaturze. Każdy ma prawo do wyrażania poglądów politycznych i do wolności od strachu.

Uważam, że podstawowym zadaniem rządu jest gwarantowanie praw obywateli w ramach demokratycznej konstytucji, rozsądne wykorzystywanie podatków pod nadzorem społecznym oraz dążenie do dobra wspólnego. Marzę o społeczeństwie, w którym każdy może spokojnie żyć i pracować, starsi mają opiekę, a młodzi wsparcie. Oczywiście, w rzeczywistości nie ma utopii, chodzi jedynie o osiągnięcie jak najlepszej równowagi we wszystkich aspektach. Podstawą tej równowagi jest ustrój demokratyczny, ponieważ potrafi on nieustannie się korygować i doskonalić. Rządy autorytarne pozbawione są skutecznych mechanizmów stałej samokorekty, silnych mechanizmów nadzoru i prawdziwego trójpodziału władzy. Nawet jeśli konsekwentnie naruszają prawo obywateli do życia, własności, bezpieczeństwa i wolności, brakuje im mechanizmów samoregulacji i hamulców. To stanowi poważne, ukryte zagrożenie dla bezpieczeństwa. Zbyt duża władza w rękach rządu nigdy nie jest dobra.

Nie popieram całkowitego zniesienia kary śmierci, ale jestem też przeciwna jej nadużywaniu; generalnie zachowuję neutralność. Chociaż wierzę, że prawo do życia jest niezbywalnym prawem człowieka i nikt, w tym rząd, nie może go pozbawić, to jednak znając historie niektórych skrajnie okrutnych przestępców z zaburzeniami antyspołecznymi, uważam, że podatnicy mają prawo decydować o tym, aby nie marnować ogromnych sum pieniędzy na utrzymanie takich osób. W razie ucieczki z więzienia, tacy ludzie mogliby ponownie stanowić ogromne zagrożenie dla życia i mienia obywateli. Kara śmierci powinna być jednak ściśle ograniczona i nie nadużywana; poza tymi ekstremalnymi, niezwykle szkodliwymi przypadkami, nie powinno się łatwo pozbawiać przestępców życia.

Popieram legalizację eutanazji, ale pod ścisłymi warunkami. Zakładając, że zachorowałabym na nieuleczalną chorobę, chciałabym mieć godny i świadomy sposób na odejście z tego świata, zamiast być skazaną na niekończące się cierpienie w łóżku. Jednakże każde państwo czy region powinno wprowadzać legalizację eutanazji z dużą ostrożnością, biorąc pod uwagę lokalny rozwój społeczny, poziom świadomości obywateli i edukacji. Eutanazja nie może być nadużywana.

Popieram legalizację małżeństw jednopłciowych. Chociaż uważam małżeństwo za instytucję przestarzałą, to jednak w sytuacji, gdy większość ludzi na świecie ma prawo do zawarcia związku małżeńskiego, mniejszości seksualne również powinny mieć takie samo prawo. Poza tym, akt małżeństwa, oprócz zapewnienia społecznie akceptowanego uczucia, daje partnerom prawo do podpisywania zgody na poważne operacje, gwarantuje ochronę i podział majątku na mocy prawa małżeńskiego, eliminując potrzebę zatrudniania dodatkowych prawników do skomplikowanych i długotrwałych formalności. Przynajmniej na chwilę obecną, jest to wygodna, szybka i opłacalna opcja.

Sprzeciwiam się legalizacji prostytucji i handlu organami. Wiem, że niezależnie od mojego stanowiska, prostytucja nie zniknie, bo tacy są ludzie. Ale jestem przeciwna jej legalizacji – to jest moje zdanie. Z jednej strony, prostytucja powoduje niezmierzony ból fizyczny i psychiczny u osób nią zajmujących się. Jej legalizacja przyczyniłaby się do jeszcze większego rozkwitu związanych z nią szarych i czarnych rynków oraz nasilenia handlu ludźmi – fakty te już dziś obserwujemy w krajach, gdzie prostytucja jest legalna. Z drugiej strony, gdy seks można legalnie kupować za pieniądze, sprzyja to uprzedmiotowieniu ludzi, rani ich dusze, prowadząc do pogoni za jedynie zwierzęcymi instynktami i rezygnacji z poszukiwania i budowania równych, pełnych miłości relacji. To droga bez powrotu.

Jestem przeciwna wojnom i wszelkim działaniom, które je propagują, a także wojnom inicjowanym pod jakimkolwiek pretekstem. Wojna jest niezwykle okrutna, przekraczająca ludzką wyobraźnię, a pokój jest niezwykle cenny. Ludzie urodzeni w czasach pokoju często o tym zapominają, dlatego historia powtarza się wciąż na nowo. Uważam, że dzielenie ludzi na kategorie z jakiegokolwiek powodu jest początkiem wielu wielkich zbrodni, w tym wojen, masowych mordów i czystek etnicznych. Uważam, że „oczyszczanie” z tak zwanej „niskiej jakości populacji” jest zbrodnią.

Po przeczytaniu książki „Niewidzialne kobiety” uświadomiłam sobie, jak szokujące są fakty dotyczące ignorowania i nierównego traktowania praw kobiet w różnych regionach świata, opisane w tej publikacji. Zrozumiałam, że rzeczywista sytuacja kobiet jest znacznie poważniejsza, niż wcześniej sądziłam. Mam nadzieję, że to wszystko będzie mi nieustannie przypominać na mojej życiowej drodze, że mogę coś w tej kwestii zrobić w granicach moich możliwości.

Uważam, że ludzie potrzebują wiary – czy to w religię, czy w dobro, piękno i prawdę, w sprawiedliwość, czy w samą prawdę. Osoby bez wiary łatwo ulegają wpływom, stając się biernymi i bezcelowymi. Wiara pomaga odnaleźć kierunek nawet w chwilach zagubienia; bez względu na to, jak mroczne jest otoczenie, światło wiary przeniknie ciemność i mrok, oświetlając nam drogę i towarzysząc w naszej podróży.

Przeciwko wszelkim formom hierarchii pogardy

Wielu ludzi wybiera szkoły, kierunki studiów czy zawody, kierując się hierarchiami prestiżu. To, jaka jest ich osobowość, jakie mają zainteresowania i pasje, jakie wartości wyznają – staje się w tym kontekście zupełnie nieważne. Ich życie, niczym od momentu narodzin, wydaje się być wpisane w szablon, a każdy kolejny dzień to jedynie odgrywanie roli według odgórnego, monotonnego scenariusza.

Chińczycy od starożytności podchodzili do nauki bardzo utylitarnie – uczono się dla sławy i korzyści, dla wzrostu potęgi narodu, a nie dla zaspokojenia ciekawości. Wiele ludzkich dążeń jest również szablonowych: dom, samochód, partner, dzieci i niekończąca się rywalizacja.

Nie pragnę takiego monotonnego życia. Chcę być inna i nie boję się tego.

Sprzeciwiam się wszelkim formom wywyższania się, w tym między innymi różnego rodzaju hierarchiom pogardy, aroganckim postawom wyższości, a także oskarżeniom i szantażom moralnym z pozycji rzekomego moralnego autorytetu. Bądź wyrozumiały dla innych, surowy dla siebie – moralność służy do samoograniczenia, a nie do narzucania jej innym.

Zastrzeżenie: Wszystko, co mówię, służy mojemu samoograniczeniu. Potrafię wyrazić współczucie i zrozumienie dla ludzi i ich zachowań w różnych sytuacjach, ale nie zawsze jestem w stanie je podziwiać. Brak podziwu nie oznacza krytyki; to po prostu kwestia gustu, tak prosta sprawa, jak to, że każdy lubi co innego.

Nie lubię patrzeć na innych z góry ani z dołu, ani też nie lubię, gdy inni patrzą na mnie w ten sposób. Dążę do absolutnej równości osobowej, niezależnie od rasy, wieku, płci, orientacji seksualnej itp. Szanuję każdego i postrzegam każdą osobę jako równą sobie jednostkę, bez żadnych warunków wstępnych, bez potrzeby „zasłużenia na mój szacunek” – to moje domyślne ustawienie. Jednak jeśli ktoś zrobi coś, co głęboko potępiam, prawdopodobnie straci mój szacunek. Osobowo wciąż pozostaje równy, ale po prostu go nie polubię, a tym bardziej nie będę nawiązywać z nim kontaktu ani budować relacji.

Funkcja komentowania w mediach społecznościowych stwarza wielu niedojrzałym osobom złudzenie, że to to samo, co „pozostawienie recenzji po zakupie”. „Kupiłem coś, więc mogę wystawić ocenę; natknąłem się na tę informację, więc mogę cię ocenić z dowolnej perspektywy i w dowolny sposób”. Komentarze w swojej istocie powinny być narzędziem do komunikacji i wymiany myśli, a nie recenzjami służącymi do wyrażania sympatii, antypatii czy osądzania.

Wolność i szczęście

Podejmowanie ważnych decyzji nie jest dla mnie trudnym procesem, wymagającym ciągłego wahania. Najważniejsza jest dla mnie wolność, a następnie radość, którą ta wolność ze sobą niesie, oraz przyjemność z eksploracji i odkrywania. Mogę poświęcić wiele czasu na przemyślenia, zbudowanie własnego systemu wartości, a potem bardzo mało czasu na podjęcie decyzji, by w końcu poświęcić długi czas na jej realizację, ponieważ wiem, jakie zasady są dla mnie najważniejsze.

Decyduję się poświęcić najwięcej energii na skupianie się na sobie, a nie na innych. Wybieram, by większość mojej energii przeznaczyć na myślenie i działanie, a nie na wahanie. Sama krytyka jest łatwa (w tym krytyka z pozycji moralnego autorytetu) – to tylko wygodne pisanie, dające poczucie wyższości. Prawdziwie trudne jest natomiast robienie trudnych rzeczy, takich jak stawianie sobie wyzwań i samorealizacja, tworzenie czegoś niezwykłego, czy też rozszerzanie wpływu i zakładanie fundacji charytatywnych, które niosą realną pomoc. Ja z pewnością wybiorę te trudniejsze ścieżki.

Zawsze wybiorę opuszczenie środowiska, które mnie zniewala, oraz relacji, w których czuję się nieswojo i pozbawiona wolności. Dla mnie wolność i szczęście są ze sobą nierozerwalnie związane, wzajemnie się wspierają i zanikają. Szczęście bez wolności nie jest dla mnie prawdziwym szczęściem, a wolność pozbawiona radości w ogóle nie istnieje.

Wolność obejmuje swobodę myśli, niezależność ekonomiczną oraz wolność osobistą. To także wolność mówienia „nie” wszystkiemu, czego nie chce się robić.

Jestem teraz bardziej wolna emocjonalnie niż kiedyś. W przeszłości opierałam się smutkowi, uważając go za oznakę słabości. Po przejściu przez liczne wzloty i upadki emocjonalne, długotrwałą depresję i dotarciu do otchłani, głęboko zrozumiałam, jak ważne jest pozwolenie emocjom na swobodny przepływ. Niezależnie od tego, czy są to uczucia szczęścia, czy smutku, trzeba zaakceptować swoje prawdziwe odczucia. Zaprzeczanie nie sprawi, że doznane krzywdy znikną. Odwaga w przyznaniu się do nich jest sama w sobie aktem męstwa, a dopiero po akceptacji pojawia się szansa na zagojenie ran.

Dla mnie, samo wydłużanie życia nie ma sensu, ponieważ niezależnie od tego, kto, w jego ostatniej fazie (trwającej od kilku do kilkudziesięciu lat), jakość życia jest zazwyczaj bardzo niska. Zamiast skupiać się na wydłużaniu życia, powinniśmy raczej myśleć o tym, jak zwiększyć jego jakość.

Radosna atmosfera jest naprawdę zaraźliwa – nie chodzi o głupkowatą wesołość, lecz o poczucie witalności i życia. Myślę, że czasem, gdy przebywam z ludźmi, również jestem w takim optymistycznym nastroju. Radość to także sztuka życia; aby móc odkrywać piękno w codzienności, trzeba być pełnym ciekawości, mieć poczucie humoru, rozumieć piękno i być szczerym – wtedy można uważać się za małego artystę.

Życie i szczęście, sens wytrwałości

Po przeczytaniu niezliczonych biografii sławnych osób i historii ludzi sukcesu, doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak ważne dla indywidualnego sukcesu są procesy historyczne, szczęście i talent. Jednak patrząc z perspektywy jednostki, poziom wysiłku wkładany przez tych wielkich ludzi, o których opowiadają historie, znacznie przewyższa wysiłek zwykłych osób i ich rówieśników. Tak, istnieje mnóstwo ludzi, którzy mają więcej szczęścia, są bardziej utalentowani i pracują ciężej niż ty. Jeśli będziesz nieustannie podążać tą drogą, na pewno ich spotkasz.

Przechodząc do mojej subiektywnej, indywidualnej perspektywy, to, co mogę kontrolować, to mój czas i moje działania. Mogę kontrolować i zmieniać siebie. Historia ma swój bieg, a ja mam swoją subiektywną sprawczość. Ponownie podkreślam, że jest to myśl o samodyscyplinie; nie będę z tego powodu oskarżać innych o brak wysiłku (byłoby to sprzeczne z wcześniej wspomnianą zasadą równości), ale wymagam od siebie, aby nie sprowadzać osiągnięć innych jedynie do „szczęścia”. Chociaż dla większości ludzi jest to bardzo skuteczny środek uspokajający, nie wolno poprzestawać na tym. Trzeba dostrzegać więcej. Jeśli się na tym zatrzymam, nigdy nie osiągnę postępu.

Szczęście to dźwignia. Ważniejsze niż samo szczęście jest umiejętność jego dostrzegania i chwytania, a przecież 0 pomnożone przez 10000 wciąż daje 0. Muszę ciężko pracować, by zwiększyć tę dźwignię, sprawić, by szczęście samo mnie odnalazło. Opanowanie dźwigni to klucz do przejęcia kontroli nad własnym losem – nie bierne akceptowanie, lecz aktywne zmienianie.

Jeśli prawdopodobieństwo sukcesu w jakimś przedsięwzięciu wynosi 10%, i zakładając, że jego podjęcie nie wiąże się z żadnymi kosztami, to szansa na sukces przynajmniej raz na 10 kolejnych prób wynosi 65,13%, na 20 prób – 87,84%, a na 38 kolejnych prób osiąga już 98%.

Co więcej, ludzie doskonale potrafią uczyć się i rozwijać na błędach i porażkach. Absorbowanie doświadczeń z przeszłości i podejmowanie kolejnych prób sprawia, że tempo własnego rozwoju staje się zaskakująco szybkie, a wskaźnik sukcesu rośnie wraz ze zdobywanym doświadczeniem. W rzeczywistości więc liczba prób potrzebnych do osiągnięcia 98% sukcesu będzie znacznie mniejsza niż początkowo szacowano.

Właśnie w tym tkwi sens wytrwałości, a także sens niepozwalania, by nieznane trudności nas pokonały. Wiele rzeczy na świecie można próbować wielokrotnie, ponosząc przy tym bardzo niewielkie koszty. Kluczem jest odkrywanie i aktywne poszukiwanie prawdziwych szans, a następnie nieustanne próbowanie i weryfikowanie.

Życie to gra dla odważnych; tylko dając z siebie wszystko, można zdobyć wszystko.

Zarządzanie ryzykiem

Zarządzanie ryzykiem to nie tylko koncepcja z dziedziny inwestycji. Chcąc dobrze przeżyć życie, należy nadać mu najwyższy priorytet. Popełnianie błędów nie jest straszne, ludzie z natury je popełniają, ale poprzez stworzenie dobrego systemu poznawczego i wykonawczego, należy wyeliminować możliwość życiowych katastrof, po których nie da się już podnieść. Zdarzenia „czarnego łabędzia” z pewnością się wydarzą, a ich prawdopodobieństwo jest znacznie wyższe, niż ludzie sobie wyobrażają. Coś, co zdarza się „raz na sto lat”, nie oznacza, że pojawia się tylko raz na sto lat, ale że każdego roku istnieje 1% szansy na jego wystąpienie.

W miarę pogłębiania się mojej świadomości, stopniowo uświadamiałam sobie, że wiele rzeczy, które zawsze robiłam, należało do sfery zarządzania ryzykiem. Ponieważ zawsze dążyłam do wolności, a w rzeczywistości wolność i zarządzanie ryzykiem są do siebie podobne. Niskie ryzyko i wysokie zyski to wolność, niskie koszty i wysokie korzyści to wolność, niskie ryzyko, niskie koszty prób i błędów oraz wysoka tolerancja na błędy to wolność. Dobre nastawienie to wysoka tolerancja dla siebie i innych, co można uznać za wolność emocjonalną. To wolność robienia tego, co się chce, i wolność nierobienia tego, czego się nie chce.

Wcześniej wspominałam, że wytrwałość ma sens z perspektywy prawdopodobieństwa, z wyjątkiem hazardu. Na przykład, szansa na wygraną na loterii w jednej próbie jest znacznie mniejsza niż 1% i nie wzrasta wraz z doświadczeniem. To gra o ujemnej wartości oczekiwanej – jeśli gra się wystarczająco dużo razy, bankructwo jest nieuniknione.

Zarządzanie ryzykiem osobistym, rodzinnym i ryzykiem dotyczącym przyszłych pokoleń to w istocie wyraz miłości. Zarządzanie ryzykiem dla bliskich nie polega na tym, by pozwolić im żyć w „szklarni”, ale na wdrożeniu systematycznych działań prewencyjnych, obejmujących regularne badania zdrowotne, częstą komunikację w życiu codziennym oraz odpowiedzialne zarządzanie i alokację majątku. Chodzi o to, by problemy wykrywać szybko i wcześnie, a nie żałować, gdy jest już za późno.

O bliskich relacjach i prawdziwej miłości

Współcześni ludzie w dużej mierze przeceniają wartość miłości, jednocześnie nie doceniając siły i uzdrawiającego wpływu, jakie może przynieść prawdziwa, dobra miłość.

Uważam, że ranking siły, efektów terapeutycznych i poczucia szczęścia, jakie mogą przynieść różne stany relacji, przedstawia się następująco: Wyjątkowa miłość > Samowystarczalny stan singla >> Zwykła bliska relacja >> Fatalna bliska relacja

Nie potrafię podać precyzyjnej definicji miłości, ale jestem pewna, że prawdziwa miłość z pewnością nie jest szablonem ani schematem, nie jest listą kilkudziesięciu punktów, a spełnienie takiej listy nie oznacza prawdziwej miłości.

Prawdziwa miłość powinna być czymś, czego kształtu i doświadczenia nie jesteś w stanie sobie wyobrazić, dopóki jej naprawdę nie spotkasz. Gdy ją odnajdziesz, wiesz, że to coś wyjątkowego, ale przeszukujesz słowniki i niezliczone książki, przeglądasz wszystkie wywiady na podobne tematy i wciąż nie potrafisz dobrze opisać swoich odczuć. Z wahaniem definiujesz to tymczasowo jako „miłość”. Z biegiem czasu, Twoje początkowe wahanie co do tej definicji stopniowo zmienia się w przekonanie, aż w końcu staje się niezachwianą pewnością.

Dobra miłość powinna nie tylko poruszać Twoje emocje, ale także działać jak doskonały środek uspokajający dla umysłu. Dlatego też prawdopodobnie kocham czytać, myśleć, prowadzić badania, malować i fotografować.

Chociaż otwarte związki (Open Relationship) wydają się intrygujące, ja najbardziej pragnę jedynej, długotrwałej relacji – takiej, w której po wielu latach spędzonych razem wciąż widzę gwiazdy w Twoich oczach, a na samą myśl o Tobie uśmiecham się do innych. Choć w świeckim sensie może nie jesteś najdoskonalszy, to z pewnością jesteś wspaniałą osobą, a w moich oczach – najbardziej wyjątkową istotą. Na niebie jest tak wiele gwiazd, a ja pragnę tylko jednej.

Uważam, że tylko nieliczni, o wyjątkowo wysokim poziomie intelektualnym i inteligencji emocjonalnej, są w stanie kochać wiele osób jednocześnie i swobodnie poruszać się w relacjach. Zarówno otwarte związki, jak i poliamoria, to bardzo trudne przedsięwzięcia. Wszystkie inne osoby, z dużą dozą prawdopodobieństwa, wykorzystują takie nazwy jako pretekst do romansów. Jeśli propozycja otwartego związku pojawia się w trakcie małżeństwa, prawdopodobnie doszło już do zdrady.

Najcenniejsze na świecie jest szczere serce, a wśród szczerych serc najrzadsze jest to niewinne, które potrafi zajrzeć w duszę drugiego człowieka.

Dlaczego prawdziwa miłość jest tak trudna do znalezienia? W dużej mierze dlatego, że trudno o prawdziwą szczerość. Najpierw musi być prawda, a potem miłość. Niektórzy mają tylko prawdę, ale brak im miłości; inni mają miłość, ale brakuje im szczerości. Dopiero połączenie tych dwóch elementów pozwala osiągnąć stan prawdziwej miłości. Musisz być prawdziwy, a także kochany, aby być prawdziwie uroczym.

Co najbardziej podziwiam

Nie potrafię być pociągana przez osoby, które nie mają w sobie wystarczającej siły. Podziwiam silne charaktery, te z niezłomną witalnością, dobrym zmysłem estetycznym, ani aroganckie, ani niepewne siebie. Takie, które są wybitne, ale nie chełpią się swoją wyższością, są życzliwe i nieagresywne. Cenię też wyjątkowe, niezwykłe cechy: niestrudzoną ciekawość, wspaniałą wizję i poważne zaangażowanie w to, co kochają.

Bardzo ważna jest też szczerość wobec siebie i innych.

Najbardziej podziwiam moje „idealne ja”. Uważam, że realizuję powyższe założenia w około 85%, co świadczy o tym, że naprawdę siebie lubię. Nie ma dla mnie znaczenia, czy i jak inni mnie oceniają – to nie zachwieje mojej pozycji w moim własnym sercu. Niezależnie od tego, czy konkretna sprawa jest słuszna czy nie, można powiedzieć, że jest to fundament pewności siebie, na którym budowane są wszystkie inne sposoby działania i style.

Człowiek widzi tylko to, co chce widzieć, a nie prawdziwy świat; każdy jest pod wpływem własnych uprzedzeń.

Ale ja pragnę być jedynie osobą uroczą, ponieważ urocze osoby widzą świat również jako uroczy.

Najbardziej cenię w ludziach: odwagę, życzliwość, szczerość.

Uważam, że ważnym wyznacznikiem rozwoju osobowości jest umiejętność prawdziwego rozpoznania istnienia „innego”. Uświadomienie sobie, że nie jest się centrum świata, że nikt nie ma obowiązku zaspokajać naszych potrzeb w każdej chwili, ani nas lubić czy akceptować. Dbam o osoby w moim otoczeniu nie po to, by zdobyć ich sympatię, ale dlatego, że są dla mnie ważne. Zależy mi na tym, czy mają zmartwienia, i życzę im szczęścia.

Moim głównym celem w nauce i rozwoju, by stać się lepszą i bardziej doskonałą wersją siebie, nie jest zdobycie podziwu i akceptacji innych, lecz to, że nauka i rozwój sprawiają radość. Nawet jeśli ktoś jest wybitny, silny i ma niewiele wad, inni wciąż mają prawo go nie lubić – w przeciwnym razie powstałby bierny mechanizm kontroli. Należy uświadomić sobie istnienie „innego”; wszyscy jesteśmy równi i każdy ma swoje potrzeby. Każdy musi przejść przez ten etap rozwoju, a wtedy większość zmartwień zniknie.

Wartości jako kryterium estetyczne

Zgodność estetyczna jest ważniejsza niż zgodność zainteresowań, a także lepiej dzieli ludzi – ludzie grupują się według estetyki. Estetyka w szerokim sensie obejmuje zarówno poglądy na temat tego, czy „konkretne dzieło jest piękne”, jak i Twoje poglądy na abstrakcyjne kwestie, wartości itp., co przejawia się w tym, czy zgadzasz się z tymi punktami widzenia.

W porównaniu ze zgodnością „trzech filarów” (światopogląd, wartości, podejście do życia), zgodność estetyczna jest wyższym poziomem abstrakcji. Ktoś może jeszcze nie znać jakiegoś zagadnienia, ale jeśli ma już swoje standardy estetyczne, to gdy po raz pierwszy się z nim zetknie, wyrobi sobie własny osąd wartości. Osoby o spójnej estetyce dojdą do zbliżonych wniosków w podobnych ocenach wartości.

Zgodność zainteresowań może nie wystarczyć do przyjaźni, ponieważ ludzie mogą mieć wiele sprzecznych poglądów i prędzej czy później ich drogi się rozejdą.

Natomiast przy zgodności estetycznej, gdy A dzieli się czymś, co uważa za piękne, z B, B również jest w stanie w pewnym stopniu doświadczyć i zrozumieć piękno tej rzeczy, bez konieczności rozwijania tych samych zainteresowań. Takie osoby już spotkały się na rozstaju dróg i podążają tą samą ścieżką.

Styl wypowiedzi człowieka również świadczy o jego estetyce. Niektórzy piszą niczym poezję, wyrażając się szczerze i uroczo, inni zaś używają tak wulgarnego języka, że można wątpić, czy to w ogóle ludzka mowa. Jeśli styl wypowiedzi online (anonimowej) i offline jest spójny, można uznać, że dana osoba jest „jednością w słowach i czynach”, a zatem stosunkowo wiarygodna. Natomiast jeśli czyjś język i zachowanie online są ordynarne, niezależnie od jego postawy w realnym świecie, jedynym pragnieniem jest trzymania się od takiej osoby z daleka.

Moim zdaniem, najważniejszą cechą, jaką powinien posiadać wybitny twórca, jest niezwykła wrażliwość i serce zdolne do odkrywania prawdy, dobra i piękna. Inne aspekty, takie jak potrzeba wyrażania siebie, kreatywność czy poczucie estetyki, nie są magią ani mistycyzmem; to umiejętności, które można rozwijać i doskonalić. Jednak wspomniane wcześniej cechy nie są kwestią samego wysiłku. Jeśli uważasz tworzenie za coś mistycznego, to tylko dlatego, że nie rozumiesz głęboko, czym ono jest.

Czuję, że moje życie to podróż w poszukiwaniu piękna: wspaniałych teorii ostatecznych, pięknych osobowości, malowniczych krajobrazów, wyśmienitego jedzenia… Piękna zawartego w chwilach i wieczności, w zwyczajności i wielkości, w rzeczywistości i iluzji, w dobru i złu, w poddaniu i oporze. Jeśli chwilowo go nie znajduję, sama siebie kształtuję i tworzę własne dzieła. Jestem obserwatorką, koneserką, a także twórczynią.

Później przypadkiem natknęłam się na podobne słowa Zhu Guangqiana:

Życie samo w sobie jest sztuką w szerszym tego słowa znaczeniu. Historia życia każdej osoby to jej własne dzieło. Dzieło to może być artystyczne lub nie, podobnie jak z nieociosanym kamieniem: jeden człowiek potrafi wyrzeźbić z niego wspaniałą rzeźbę, podczas gdy inny nie potrafi nadać mu „kształtu”. Różnica tkwi wyłącznie w usposobieniu i kultywowaniu. Kto zna życie, ten jest artystą, a jego życie jest dziełem sztuki. — Zhu Guangqian „O pięknie”

Jestem drzewem

Stan „bezużyteczności” jest najbardziej wolny; niczego od nikogo nie wymagam i nikt niczego ode mnie nie wymaga. Bardzo, bardzo lubię „Wędrówki po wolności” Zhuangzi. Zawsze mówiłam, że chciałabym być drzewem, i właśnie takim drzewem: bezużytecznym drzewem, wolnym i nieskrępowanym, drzewem, które rośnie swobodnie, jak mu się podoba, i nikt mu nie przeszkadza.

„Masz teraz wielkie drzewo, ale martwisz się jego bezużytecznością. Dlaczego nie zasadzisz go w krainie Niczego, na rozległej pustyni, gdzie będziesz swobodnie błąkać się po jego stronie i beztrosko spać w jego cieniu? Nie zostanie ścięte siekierą ani uszkodzone przez nic innego. Nie mając żadnego zastosowania, nie zazna żadnych trudności!”

Oczywiście, z czysto fizycznego punktu widzenia, jestem również spokrewniona z roślinami – w słoneczne dni mój nastrój jest promienny, a bez słońca łatwo popadam w melancholię.

Bardzo podoba mi się również opis cyprysu z „Waldena”:

W dziele starożytnego perskiego poety Saadiego, „Ogrody różane”, czytałem: „Zapytali mędrca: ‘Najwyższy Bóg stworzył wiele szlachetnych drzew, wszystkie wysokie i gęste, lecz tylko cyprys, który nigdy nie rodzi owoców, jest nazywany drzewem wolności. Jaki jest tego sekret?’

Mędrzec odpowiedział: ‘Każde drzewo ma swój właściwy i stały sezon kwitnienia i owocowania, podczas którego jego gałęzie są gęste od liści, pełne kwiatów, a potem więdnie i zanika; cyprys nie ma nic wspólnego z tymi dwoma stanami, zawsze jest zielony i bujny, a to jest cecha wolnych, czyli tych, którzy nie są związani więzami religijnymi – niech twoje serce nie przywiązuje się do rzeczy ulotnych i zmiennych; bo nawet jeśli dynastia kalifów wyginie, Tygrys wciąż będzie płynął przez Bagdad. Jeśli masz dostatek, bądź hojny jak palma daktylowa; jeśli nie masz nic do oddania, bądź wolnym człowiekiem, jak cyprys.’” —— „Walden”

Mój światopogląd

Na zakończenie, wracając do głównego tematu, Einstein w swoim „Mój światopogląd” napisał:

„Dążenie do prawdy, dobra i piękna zawsze oświetlało moją drogę, nieustannie dodawało mi odwagi i pozwalało z radością stawiać czoła życiu. Gdyby nie przyjaźnie z ludźmi o podobnych poglądach, gdyby nie skupienie się na odkrywaniu obiektywnego świata – tego świata, który w dziedzinie sztuki i badań naukowych pozostaje wiecznie nieuchwytny – życie byłoby dla mnie bezsensowne. Od dzieciństwa gardziłem pospolitymi celami, do których dążą ludzie: majątkiem, zewnętrznym sukcesem i luksusowymi przyjemnościami.”

Ja również pragnę, by stało się to moją mottem przewodnim.

W biedzie doskonal się, w dostatku służ światu.

Wiem, że nie jestem w stanie wyczerpująco przedstawić „mojego światopoglądu”. Być może w przyszłości będę go jeszcze poprawiać i uzupełniać, ale obecny, szeroki zarys pozostanie niezmieniony. Będzie on stanowić moją duchową podstawę, oświetlając drogę, którą podążam. Wiem, że z tymi myślami, niezależnie od tego, czy towarzyszą mi inni, nigdy nie poczuję się prawdziwie samotna.

Posłowie

Podczas pisania tego artykułu, mój zegarek wielokrotnie alarmował o niepokojąco wysokim pulsie. Zawsze tak mam – gdy w coś się zagłębię, całkowicie się zatracam, zapominając o czasie i miejscu. To popołudnie w Boże Narodzenie, spędzone przy słonecznym biurku, poświęciłam na pisanie tego tekstu od świtu do zmierzchu. Słońce zachodziło w kierunku góry Fudżi, zapadał zmrok, a wewnętrzne światła domów w dużej dzielnicy mieszkalnej stopniowo się pojawiały. Niebo ciemniało, lecz płomień w moim sercu palił się stabilnie, emitując mocne, łagodne i nieoślepiające światło.